Przesłanie Przełożonego Generalnego

16 sierpnia 2024 roku, w dniu urodzin św. Jana Bosko (16.08.1815) swoją posługę Przełożonego Generalnego w Zgromadzeniu Salezjańskim i całej Rodzinie Salezjańskiej zakończył kardynał Angel Fernandez Artime SDB.

Dziękując za Jego wieloletnią posługę w Rodzinie Salezjańskiej, polecajmy Go Bogu przez wstawiennictwo Matki Bożej Wspomożycielki Wiernych i św. Jana Bosko. Niech Bóg umacnia Go w codzienności na zadania, jakie powierzy Mu Ojciec Święty Franciszek.

Poniżej publikujemy teks ostatniego przesłania, które skierował do całej Rodziny Salezjańskiej.

PRZESŁANIA PRZEŁOŻONEGO GENERALNEGO, Kard. Ángel Fernández Artime

Dzisiaj kieruje do Was to przesłanie po raz ostatni. W dniu 16 sierpnia, w dniu upamiętniającym narodziny Księdza Bosko, kończy się moja posługa Przełożonego Generalnego Zgromadzenia Salezjańskiego. Jest to również okazja do okazania wdzięczności! Przede wszystkim Bogu, Zgromadzeniu i Rodzinie Salezjańskiej, tak wielu drogim mi osobom i przyjaciołom, tak wielu przyjaciołom charyzmatu Księdza Bosko, wielu dobroczyńcom. Chcę podzielić się na koniec czymś, czego ostatnio doświadczyłem. Stąd tytuł tego mojego przesłania taki a nie inny:

Między podziwem a bólem. Chcę powiedzieć o radości, która wypełniła moje serce w Gomie, w Demokratycznej Republice Konga, zranionej niekończącą się wojną, oraz o świadectwie i radości, której doświadczyłem wczoraj. Trzy tygodnie temu, po wizycie w Ugandzie (w obozie dla uchodźców w Palabek, który dzięki salezjańskiej pomocy i pracy w ostatnich latach nie jest już obozem dla sudańskich uchodźców, ale miejscem, gdzie tysiące ludzi osiedliło się i znalazło nowe życie), przemierzyłem Rwandę i dotarłem do leżącej na granicy Gomy, cudownej ziemi, pięknej i bogatej w przyrodę (i właśnie z tego powodu tak pożądanej przez wielu). Niestety, panujące w tym regionie konflikty zbrojne zrodziły ponad milion przesiedleńców, którzy musieli opuścić swoje domy i ziemię. Salezjanie również musieli opuścić salezjańską placówkę w Sha-Sha, która została zajęta przez wojsko. Milion przesiedleńców przybyło do miasta Goma. Tam w Gangi, jednej z dzielnic, znajduje się salezjańskie dzieło “Don Bosco”. Byłem niezmiernie szczęśliwy widząc dobro, które jest tam czynione. Setki chłopców i dziewcząt znalazły tam dom. Dziesiątki nastolatków zostało zabranych z ulic i mieszkają w Domu Księdza Bosko. To właśnie tam, w tym czasie wojny, schronienie znalazły 82 noworodki oraz chłopcy i dziewczęta, którzy stracili rodziców lub zostali przez nich “porzuceni”, bo ci nie mogli się nimi opiekować. I tam, w tym nowym Valdocco, jednym z wielu Valdocco na świecie, wspólnota trzech sióstr zakonnych z San Salvador, wraz z grupą kobiet – które otrzymują wsparcie ze strony salezjańskiego domu, możliwe dzięki wspaniałomyślnej pomocy dobroczyńców i Opatrzności – opiekują się tymi małymi dziećmi. Kiedy ich odwiedziłem, siostry ubrały wszystkie te dzieci w odświętne ubranka, nawet te śpiące w łóżeczkach. Na ten widok odczułem wielką radość w moim sercu z powodu tej rzeczywistości dobra pomimo bólu ich porzucenia w tym czasie wojny! Nie kryłem i potem wzruszenia, kiedy spotkałem kilkaset osób, które przyszły, aby mnie powitać w czasie tej mojej wizyty. Należą oni do 32 000 przesiedleńców, którzy opuścili swoje domy i ziemię z powodu bomb i tutaj przyszli szukać schronienia. Znaleźli je na polach i terenach domu “Don Bosco” w Gangi. Nie mają nic, mieszkają w szałasach o powierzchni kilku metrów kwadratowych. To jest ich rzeczywistość. Codziennie szuka się sposobu na znalezienie jedzenia dla nich. Ale wiecie, co mnie najbardziej w tym wszystkim uderzyło? Największe wrażenie zrobiło na mnie to, że kiedy spotkałem się z tymi setkami ludzi, głównie osób starszych i matek z dziećmi, przekonałem się, że nie stracili oni swojej godności, radości ani uśmiechu. Byłem tym zdumiony, a jednocześnie moje serce było przepełnione smutkiem z powodu wielkiego cierpienia i ubóstwa, którego doświadczają, chociaż robimy wszystko, co do nas należy, by w imię Pana im pomóc.

Niezwykły koncert: Po raz kolejny doświadczyłem tej radości, gdy wysłuchałem świadectwa, które skierowało moją myśl ku dzieciom i młodzieży z naszych placówek, których rodzice czują, że ich dzieci są pozbawione motywacji, znudzone życiem lub nie mają pasji do prawie niczego. Otóż w tym czasie gościła w naszym domu niezwykła pianistka, która koncertowała na całym świecie i występowała z wielkimi orkiestrami. Jest ona byłą wychowanką salezjanów i znała salezjanina, obecnie już nieżyjącego, który stanowił dla niej wielki punkt odniesienia i wzór. Chciała wystąpić dla nas w tym koncercie w atrium świątyni “Sacro Cuore” w hołdzie Maryi Wspomożycielki, którą tak bardzo kocha, dziękując za to wszystko, czym było jej dotychczasowe życie. I ta nasza przyjaciółka, licząca 81 lat, dała wspaniały koncert. Towarzyszyła jej córka. I w tym wieku, w którym być może niektórzy z naszych starszych członków rodziny już dawno powiedzieli, że nie chcą już nic robić ani robić niczego, co wymaga wysiłku, nasza droga przyjaciółka, która codziennie ćwiczy grę na pianinie, poruszała rękami z cudowną zwinnością, zanurzając się w pięknie muzyki i jej wykonania. Dobra muzyka, ujmujący uśmiech na koniec jej występu i złożenie orchidei u stóp Matki Bożej Wspomożycielki były wszystkim, czego potrzebowaliśmy tego cudownego poranka. A w głębi mojego salezjańskiego serca nie mogłem nie pomyśleć o tych chłopcach, dziewczętach, młodych ludziach, którzy być może nie mieli lub nie mają już nic, co motywowałoby ich w życiu. Ona, ta nasza przyjaciółka pianistka, żyje z wielką pogodą ducha w wieku 81 lat i, jak mi powiedziała, nadal dzieli się darem, który dał jej Bóg i każdego dnia znajduje coraz więcej powodów, aby to robić. Kolejna lekcja życia i kolejne świadectwo, wobec którego nie można być obojętnym.

Dziękuję Wam, moi Przyjaciele, dziękuję wam z całego serca za to całe dobro, które wspólnie czynimy. Nawet, gdy jest ono małe, przyczynia się do tego, że nasz świat staje się trochę bardziej ludzki i piękniejszy. Niech dobry Bóg Was błogosławi.